Namaszczenie chorych: nigdy „za późno”, nigdy „za często”
Jan leżał w szpitalu, sparaliżowany i w śpiączce. Jego usta nie mogły się poruszać, oczy nie mogły mrugać, a żadna część jego ciała nie poruszyła się w proteście, gdy usłyszał, jak lekarze mówią do siebie: „Nie żyje… nic więcej nie da się dla niego zrobić”.
Jan został uznany za zmarłego. Słyszał to wszystko z przerażeniem, ale nie mógł udowodnić, że wciąż żyje.
Jan wyzdrowiał, a wszyscy mówili, że to cud. Później Jan opowiedział księdzu, jak bardzo odczuł życiodajną i wzmacniającą moc ostatniego namaszczenia i jak bardzo się cieszy, że Kościół trwa, nawet gdy świat i medycyna się poddają.
Namaszczenie chorych, znane również jako Ostatnie Namaszczenie, to sakrament ustanowiony przez Chrystusa, który zapewnia zdrowie duchowe, a czasem – zgodnie z Bożą opatrznością – uzdrowienie fizyczne osobom, którym grozi śmierć z powodu poważnej choroby, urazu lub starości.
Podstawa biblijna: Ostatnie Namaszczenie
Biblijne podstawy tego sakramentu znajdują się zarówno w Ewangeliach, jak i w Liście Jakuba. Jezus zademonstrował go poprzez swoją moc przywracania do życia tych, którzy pozornie umarli, jak w przypadku Łazarza (J 11,1–44) i córki Jaira (Łk 8,49–56), a także wielu innych, których uratował przed śmiercią.
Sposób użycia tego sakramentu znajdujemy w Liście Jakuba 5,14–15: „Choruje ktoś wśród was? Niech przywołają starszych Kościoła, aby się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa zanoszona z wiarą uzdrowi chorego i Pan go podźwignie”. A jeśli popełnił grzechy, będą mu odpuszczone. W Ewangeliach widzimy również, jak Chrystus posyła swoich apostołów i innych uczniów, aby dokonali tego aktu podczas głoszenia (Mk 6, 12–13).
Potężne lekarstwo
Namaszczenie chorych pomnaża łaskę uświęcającą. Pozwala również choremu na łaskę głębszego zjednoczenia się z Męką Chrystusa, nadając nowe znaczenie cierpieniu.
Według Katechizmu Kościoła Katolickiego namaszczenie chorych ma kilka skutków. Są to:
Umacnia człowieka w obliczu „pokusy rozpaczy i trwogi w obliczu śmierci”.
Prowadzi „chorego do uzdrowienia duszy, ale i ciała”, jeśli taka jest wola Boża.
Usuwa winę grzechu powszedniego i karę doczesną za grzech.
Sakrament ten może działać jako sakrament pojednania poprzez odpuszczenie grzechów powszednich. Co więcej, jeśli chory nie może dobrze wyspowiadać się przed przyjęciem sakramentu (na przykład w śpiączce, majaczeniu, paraliżu itp.), może również odpuścić grzechy śmiertelne, pod warunkiem, że chory ma przynajmniej tzw. żal niedoskonały. Jeśli chory odzyska zdrowie, nadal jest zobowiązany do dobrej spowiedzi, nawet jeśli nie był w stanie łaski uświęcającej przed przyjęciem sakramentu.
Jezus do ostatniej chwili stara się przyciągnąć każdego z nas do Siebie. W Ewangelii Mateusza 26,50 czytamy, jak Jezus nazwał Judasza swoim przyjacielem, nawet gdy ten był w trakcie zdrady, aby przywołać zdrajcę z powrotem do Siebie.
Oraz Ewangelia Mateusza 27,46 opowiada, jak z krzyża Jezus zawołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. Nie był w stanie rozpaczy, co byłoby grzechem śmiertelnym. Nie! Syn Boży próbował przypomnieć faryzeuszom Psalm 21, który zapowiadał, że Mesjasz przejdzie dokładnie to, co przechodził w tym momencie. Jezus wzywa nas do Siebie, aż do gorzkiego końca, i właśnie o to chodzi w Namaszczeniu Chorych: daje nam ostatnią szansę na pojednanie się z Nim, zanim staniemy przed Jego obliczem na sąd.
Nie powinniśmy czekać, aż ktoś będzie na skraju śmierci, aby wezwać księdza. Ale nawet gdy ktoś pozornie już nie żyje, powinniśmy wezwać księdza, aby udzielił mu Namaszczenia Chorych. Teologiczna definicja śmierci to moment, w którym dusza odłącza się od ciała. Fakt, że nie ma fal mózgowych, bicia serca ani oddechu, niekoniecznie oznacza, że dusza opuściła ciało. Kościół naucza swoich kapłanów, że dusza może pozostać z ciałem przez dłuższy czas, nawet gdy nie ma już oznak życia. Dlatego nalega, aby kapłani mogli udzielać sakramentu nawet kilka godzin po wystąpieniu pozornej śmierci.
Święty Antoni nazywa duszę wytrwałą.
Przykładem tego jest cud dokonany przez świętego Antoniego z Padwy. Święty Antoni przebywał w swoim klasztorze we Włoszech, gdy dowiedział się, że jego ojciec jest sądzony za zabójstwo młodego szlachcica, znalezionego zamordowanego w posiadłości ojca w Portugalii. Święty Antoni powiedział swoim współbraciom, że wkrótce wróci. Po opuszczeniu drzwi klasztoru we Włoszech, z łaski Bożej wkrótce wszedł na salę sądową. W Portugalii sędzia, uznając słynnego franciszkanina, przerwał obrady, aby powitać świętego Antoniego.
Święty wykorzystał tę przerwę, aby zwrócić się do sądu: „Mogę udowodnić, że mój ojciec nie popełnił tego morderstwa. Jeśli sąd na to pozwoli, sam zmarły to potwierdzi”.
Sędzia niechętnie się zgodził, a sąd zebrał się ponownie na cmentarzu po ekshumacji trumny zamordowanego. W obecności zgromadzonego tłumu święty Antoni nakazał otwarcie wieka trumny.
Wszedł ksiądz. „Za późno zadzwoniłem” – powiedzieli mu lekarze. Jednak ksiądz, wierny swojemu seminaryjnemu wykształceniu i nauczaniu Kościoła, zignorował lekarzy i kontynuował udzielanie mężczyźnie ostatniego namaszczenia. Udzielił mu warunkowego rozgrzeszenia i namaszczenia chorych, na wypadek gdyby w mężczyźnie pozostała choć odrobina życia.

Święty Antoni z Padwy
wzywający duszę „zmarłego” człowieka
https://www.santantonio.org/es/content/el-coraz%C3%B3n-del-avaro